sobota, 30 stycznia 2016

Rozdział 35. - Niespodzianka

Rachel, Lusi i Kate żegnały się z Sonią, Alex'em, Max'em no i John'em. Wzięli swoje kufry i zniknęli im z oczu.
- McGonagall się zgodziła, pani Granger powiedziała, że załatwi jeszcze parę rzeczy w świecie mugoli. - powiedziała prefekt, którą wcześniej poznała Kate. - A tak poza tym, mam na imię Mary Williams. Miło poznać.
- Rachel Collins.
- Lusi Morgan.
- Kate Cullen.
Mary pożegnała się z nimi i poszła z powrotem do Hogwart'u. Rachel, Lusi i Kate jeszcze stały przy wejściu do szkoły i patrzyły na sypiący się z nieba śnieg, ale wszystko co dobre kiedyś się kończy.
- No proszę. Nie spodziewałam się, że szlamy zostają. - powiedziała Diana. - I darujcie sobie, mimo, że w szkole huczy od plotek, że jednak Collins i Morgan nie są szlamami to i tak temu nie wierzę. Ah, no tak, wiecie, że już cała szkoła się ''przez przypadek'' dowiedziała o sekrecie Collins? Wężousta, to, wężousta tamto... Jeszcze mnie po...
- Wiedziałam, że to za piękne byś pojechała do domu na święta. - przerwała jej Lusi.
- Zamknij się mądralo i mnie słuchaj...
- Nie. To ty mnie posłuchaj. Nie chcę słuchać jakiś wymyślonych bajeczek na nasz temat, idź stąd chyba, że szukasz kłopotów. - powiedziała na pozór spokojnie Rachel co jeszcze bardziej rozwścieczyło Ślizgonkę.
- Pff... - prychnęła Kate. - Dobra idziemy do McGonagall spytać się kiedy niespodzianka ma się odbyć.
- Jaka niespodzianka? - spytała Ślizgonka.
- Nie twoja sprawa. - rzuciła jeszcze Lusi i poszła razem z Rachel i Kate do środka. Poszły do gabinetu dyrektorki i powiedziały nowe świąteczne hasło ''Choinka'' by chimera wpuściła ich do środka. Zapukały do drzwi i po usłyszeniu krótkiego ''Proszę'' weszły.
- Dzień dobry. - przywitała się Kate.
- Dzień dobry! - powiedziała McGonagall. - Siadajcie i słucham, co chcieliście.
Trójka przyjaciół usiadła na krzesłach wskazanych przez nauczycielkę.
- Chcieliśmy się aby dowiedzieć kiedy odbędzie się niespodzianka. To, lodowisko. - powiedziała Rachel.
- A więc to wy to wymyśliliście! Gratuluję pomysłowości, wszyscy się ucieszą. Panna Granger...to znaczy panna Weasley pojechała załatwić łyżwy. Mamy szczęście, że niewiele osób zostaje na święta. Myślę, że jutro około drugiej popołudniu wszyscy zbiorą się nad jeziorem, ja wzmocnię je zaklęciami by nie popękało i tyle. Ach, a Mary, prefekt Gryffindor'u, wpadła na kolejny pomysł z czymś mugolskim. W sylwestra kupi petardy takie jak mają mugole. Sądzę, że to dobry pomysł, żeby czarodzieje zapoznali się bardziej ze światem mugoli. - powiedziała McGonagall.
- Doskonały pomysł. - powiedziała Lusi. - Uczniowie mogą poszerzać wiedzę na temat świata mugoli w którym będą mogli później żyć.
- Więc to wszystko? Jeśli tak, to pójdźcie już, mam jeszcze kilka rzeczy do załatwienia. - powiedziała McGonagall.
- Dobrze, dowidzenia. - powiedziała Lusi i wszystkie wyszły z gabinetu.
- Cieszę się i nie mogę doczekać. - powiedziała Kate i uśmiechnęła się.
- Też nie mogę się doczekać. - powiedziała Lusi. - Ale teraz... Idziemy do biblioteki z Rachel uczyć się na transmutację! - Lusi chwyciła Rachel za ramię i pociągnęła dając znać, że musimy iść.
- Niestety... - powiedziała Rachel i poszła za Lusi.
- Mogę iść z wami? - spytała Kate.
- No jasne! - powiedziała Lusi i Rachel.
- Przemiana zielonego zeszytu w czerwony to transmutacja czy transfiguracja? - podpytywała Lusi Rachel przez drogę do biblioteki.
- Ehmmm... Oczywiście, że transfiguracja. - powiedziała Rachel po chwili namysłu.
- Świetnie! A cztery ważne skutki uboczne transmutacji? - pytała dalej.
- Zmiana w pół człowieka, pół zwierzę, utrata kontroli nad transmutacją, transmutacja niedokładna...i... - zawachała się na końcu Rachel.
- I zmiana nie dokładna! - powiedziała za nią Lusi.
- Wiecie co, ja chyba wracam do dormitorium. - powiedziała Kate przytłoczona tą całą nauką i poszła.
- Dobra. - powiedziała Lusi. - A teraz... Wzór ogólny dla prostego równania animizacji?
- Co animagia ma wspólnego z transmutacją? - spytała zdezorientowana Rachel.
- Dużo.  - powiedziała Lusi jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. - Powiesz czy nie wiesz?
- Homo sapiens łamane na nazwę danego zwierzęcia po łacińsku... - powiedziała Rachel.
- Na przykład? Jakie zwierzę? Znasz łacinę? - pytała Lusi.
- Znam łacinę. - powiedziała Rachel. - Znam mnóstwo języków.
- No dobra, pamiętam jak kiedyś chodziliśmy na zajęcia razem. Więc... Podaj przykład zwierzęcia.
- Homo sapiens łamane na lupus. - powiedziała Rachel.
- Aha, więc wiemy, że twoje przezwisko pomieszało ci w głowie. 
- Co?!
- Nie ważne... Czego metamorfomag nie może zmienić w swoim wyglądzie? - spytała Lusi.
- Z doświadczenia wiem, że Sonia nie umie zmienić koloru swoich oczu. - powiedziała Rachel.
- Metamorfomag, wężousta i mądrala = idealne trio wariatek. - powiedziała Lusi na co Rachel wybuchła śmiechem. Koleżanki kontynuowały swoją dalszą rozmowę na temat transmutacji.

 ~*~*~*~

Było wcześnie rano. Rachel przeciągnęła się. Patrzyła w baldachim nad jej łóżkiem rozmyślając. Nadal nie mogła uwierzyć, że jest w szkole magii, ale bardziej chyba nie może uwierzyć, że Lusi nauczyła ją co nieco o transmutacji. Rachel uśmiechnęła się pod nosem i spojrzała na łóżko Lusi. Miała kołdrę zaciągnięto na głowę i spała. Przeniosła spojrzenie dalej na łóżko Kate, ona również spała spokojnie. Żadna z nich nie miała siły zasunąć wczoraj wieczorem swoich zasłon przy łóżku, Rachel zaciągnęła tylko z jednej strony. Myślała o tym co wydarzy się za kilka godzin na jeziorze. Cieszyła się, ale w jednej chwili przypomniała sobie o tym, że nie spędzi świąt z mamą. Lusi się tym za bardzo nie przejmowała, a Kate nie lubiła spędzać świąt z jej rodziną, mówiła o sztucznej atmosferze i rodzicach wywyższających jej starszą uzdolnioną siostrę. Mówiła, że jest tam tylko zbędna. Dziewczynie zrobiło się jej żal, Rachel nie miała rodzeństwa, ani ojca, tylko mamę, która ją kocha i zajmuje się nią, mimo, że jest często w pracy i nie ma czasu. Przypomniała sobie, że wysłała jej sowę z prośbą o przysłanie łyżew, nie przysłała ich. Nawet dobrze, bo podobno Hermiona się tym zajęła. Jednak z zamyślenia wyrwał ją głos Lusi.
- Aaaach, jaki piękny poranek! - powiedziała wstając i ziewając.
- Ucisz się, ludzie próbują spać. - powiedziała zaspanym głosem Kate i rzuciła ją prosto w twarz poduszką, lecz po chwili jęknęła. - Odeślesz mi ją z powrotem? Nie mam teraz na czym spać. 
- Nie. - powiedziała złośliwie Lusi, ale w końcu ją oddała. 
- Dziwnie tu bez Soni. - powiedziała po chwili Rachel.
- I jej pięknego głosu każdego ranka: ''Wstawać lenie, idziemy na śniadanie!'' - powiedziała Kate udając głos Soni. Mimo wszystko Rachel się zaśmiała, co przypominało bardziej prychnięcie. I zaczęła głaskać swojego czarnego kota, który leżał tuż obok niej. 
- Która godzina? - spytała Lusi. 
- Dopiero ósma. - powiedziała Kate. - Śniadanie trwa do dziesiątej, mamy czas.
Pomimo zapewnień przyjaciółki Lusi ruszyła do łazienki po drodze zabierając ubrania i szczotkę do włosów. 
- Tak późno?! Dzięki, że mówisz! - powiedziała Lusi zanim wleciała do łazienki. 
Kate wzruszyła ramionami i spała dalej.  Rachel wstała i podeszła do szafy szukając jakiejś ciepłej bluzy i spodni. Wzięła swój zestaw i czekała pod łazienką aż Lusi wreszcie wyjdzie. 
- Kate wstawaj, musisz się najeść i nabrać siły przed wyjściem na lodowisko. - powiedziała Rachel.
- Ja nabieram siły gdy śpię. - powiedziała zaspanym głosem Kate. - Ale już dobra wstaje.
Tak jak powiedziała, tak zrobiła wzięła ubrania z szafy i ustawiła się w kolejce, czekając aż Lusi wyjdzie.
- Lusi! Niektórzy chcą tu się uszykować! - powiedziała Kate.
- Jeszcze chwila! - dobiegł ich głos zza drzwi. 
Czekały może pięć minut, aż wreszcie wyszła. 
Wszystkie pokolei się odświeżyły, ubrały i uczesały. Dziewczyny poszły do Wielkiej Sali, gdy tam weszły, wszyscy zaczęli szeptać. Wiedziały, że Diana maczała w tym palce. Rachel, Lusi i Kate rzucały każdemu mordercze spojrzenie. Usiadły przy stole Gryfonów i zaczęły jeść. Rachel zjadła naleśniki, Lusi zjadła płatki z mlekiem a Kate dwa tosty. Wypiły sok dyniowy i poszły w stronę wyjścia. Po drodze, Malfoy powiedział im, że na dworze jest strasznie zimno. A, że dziewczyny nie miały nic lepszego do roboty. Poszły po kurtki i wyszły na dwór.
- Wow. Jak dużo tu śniegu. - powiedziała Kate.
- Ślicznie. - powiedziała Rachel.
- Ulepimy bałwana? - spytała Lusi. - Ale takiego, którego wszyscy zapamiętają.
- Ja się piszę. - powiedziała Mary stojąca za nimi.
- Hej Mary. - powiedziała Kate.
- Witam. Chodźcie mam wspaniały pomysł. - powiedziała Mary i ruszyła do przodu a dziewczyny za nią. Mary wyjaśniła im kilka rzeczy i poprzydzielała co do czego. Rachel i Lusi lepiły głowę wielkiego lwa, Mary i Kate resztę. Zajęło im to prawie godzinę ale udało się ulepić lwa. Rachel oczywiście wzniosła kilka poprawek by wyglądał bardziej realistycznie. Lew wyglądał teraz przepięknie, był wysoki na dziesięć stóp. A to jeszcze nie koniec. Kate postanowiła dodać węża wijącego się w paszczy lwa ze strachu. Więc wszyscy zaczęli lepić węża którego potem unieśli za pomocą czarów do paszczy siedzącego lwa. Rachel zajmowała się poprawkami, Mary umacnianiem śniegu przy pomocy czarów. Lusi wpadła na pomysł by zrobić jeszcze orła i borsuka. Wszyscy się zgodzili i zaczęli lepić. Po około trzech godzinach lepienia, poprawiania i umocniania śniegu, tak, że nawet Bombarda Maxima tej rzeźby nie zwali, efekt był powalający. Mary dodała także, że co trzy godziny lew głośno ryczy.
- Pięknie się spisaliśmy. - powiedziała Mary. - Tylko jedno mi się nie podoba.
- Co? - spytała Rachel.
- Wąż zwisający z pyska lwa. - odpowiedziała.
- To jest najlepsze! - powiedziała Kate.
- Nie lepiej żeby wąż był pod łapami lwa? Nie chcę ukazywać Ślizgonów jako słabszych od nas. Mój chłopak jest ze Slytherin'u. - powiedziała ciszej Mary.
- Co.. Jakim cudem?! - spytała Lusi.
- Wszystko jest możliwe. Z resztą nie każdy Ślizgon nie doznał miłości. Tak samo jest z innymi domami. Nie każdy Krukon jest zarozumiały, nie każdy Gryfon jest odważny i nie każdy Puchon jest słaby...
- Ale rzadko widzę pary Ślizgonów i Gryfonów. - powiedziała Kate.
- Wy też się przyjaźnicie z Malfoy'em. - powiedziała Mary.
- Ale to co innego. - powiedziała Rachel.
- No. - potwierdziła Lusi.
- To jest dokładnie to samo. - powiedziała Mary i machnęła różdżką co spowodowało przemieszczenie się węża. - Umocnijmy trochę to by było odporne na Ślizgońskie sztuczki i by przetrwał ten posąg aż do wiosny!
Mary zaczęła razem z Lusi rzucać jakieś zaklęcia, a Rachel i Kate rozmawiały.
- Ej! Już jest czas na lodowisko. - powiedziała Kate patrząc na grupkę osób zbierających się razem przy jeziorze. - Chodźmy!
Wszystkie cztery pobiegły do grupy. Nagle przyszła McGonagall i inni profesorowie wraz z Hermioną i Ron'em Weasley'ami.
- Pewne pierwszoroczniaki wpadły na pomysł na zajęcie was przez ferie świąteczne. - mówiła Minerva McGonagall. - Jezioro jest wzmocnione przez zaklęcia więc nie musicie się obawiać. Resztę wytłumaczy wam panna Gran...Weasley.
- Witam! W świecie mugoli ludzie lubią taką zabawę... Nazywa się to łyżwiarstwo. Zakłada się takie buty. - tutaj podniosła jedną parę łyżew. - Nazywają się łyżwy. Trzeba ślizgać się na lodzie. Może wam się spodobać. A teraz zakładajcie łyżwy i na lód! Uważajcie bo to nie jest takie proste.
Prawie wszyscy byli podekscytowani, tylko niektórym Ślizgonom nie podobał się pomysł. Rachel założyła figurówki i weszła na lód. W każde ferie świąteczne jeździła na łyżwy z Lusi, Sonią i panią Grimmie, więc umiała jeździć bardzo dobrze, z resztą tak samo jak Kate i Lusi. Od razu ta trójka pojechała na środek jeziora. Ślizgały się po jego powierzchni śmiejąc się ze Scorpius'a i Ben'a którzy chcieli je dogonić ale za każdym razem się wywalali. Harry i Hermiona również założyli łyżwy i jeździli, Ron dopiero później zechciał wejść na lód. Wszyscy świetnie się bawili. Rachel zaśmiała trochę za głośno gdy Diana i Luke starali się zachować równowagę, ale za każdym razem się przewalali nawzajem. James Potter razem z Albus'em Potter'em specialnie się na siebie wywalali. Albus'a to nie śmieszyło, ale James'a bardzo. Lusi postanowiła pomóc Scorpius'owi, Kate pomagała Ben'owi. Rachel zlitowała się nad losem Albus'a i jego brata więc podjechała do nich i wyciągnęła rękę w stronę Albusa.
- Cześć Rachel. - powiedział Albus.
- Witam panią. - powiedział James, który leżał na ziemi.
Albus przyjął pomoc Rachel, James'a trudniej było namówić do tego by wstał z lodu. Czternastolatek nie chciał pomocy, ale później gdy Rachel się poddała on postanowił przyjąć pomoc. Rachel uczyła ich, a gdy James się nauczył zaczął bardzo szybko jeździć i przewalał każdego Ślizgona i pierwszoroczniaka ''przez przypadek'' dopóki Harry go nie upomniał. Albus śmiał się z niego gdy jego ojciec ściągał go siłą z lodowiska. Rachel podjechała do Lusi i Kate, które nie mogły nauczyć dwóch Ślizgonów jak się jeździ.
- To głupie! Nie lubię łyrwactwa. - powiedział Scorpius przekręcając nazwę.
- Po pierwsze to łyżwiarstwo a nie łyrwactwo. - powiedziała Kate.
- Dajcie mi spokój ja schodzę! - powiedział Ben.
- Witaj Skorpionie i... jakie on ma przezwisko? - spytała Rachel.
- Hejka. - powiedział Albus zza pleców Rachel.
- Hej Albus. - przywitała się Lusi.
- On ma przezwisko... Bóbr! Idealne! - powiedział szybko Scorpius.
- DOBRA KONIEC ZABAWY NA DZIŚ! LODOWISKO BĘDZIE CZYNNE OD 13 DO 17 KAŻDEGO DNIA! - przerwał im głos McGonagall.
Wszyscy zeszli i zdjęli łyżwy. Nagle lew zaryczał i wszyscy spojrzeli na posąg ze śniegu.
- Kto to zbudował? - spytała Hermiona.
- Ja oraz Kate, Lusi i Rachel. - powiedziała Mary.
- Gratuluję. To bardzo piękne. - powiedziała McGongall.
- Dziękujemy. - powiedziała Kate.
Wszyscy przyznali, że to był udany dzień więc udali się na kolację.


---
17.09
No cóż, widać pewną zmianę. Teraz będę dawała linki w co się ubierają, staram się znaleźć takie zestawy dobre dla jedenastolatek, bez szminki itp. Ale jak znajdzie się przez przypadek w zestawie to zignorujcie to, zwracajcie uwagę tylko na bluzkę, spodnie i buty.
30.01 - urodziny Lily Evans <3

środa, 20 stycznia 2016

Rozdział 34. - Zabini

Te kilka tygodni minęło szybko. Był mecz quiddtich'a między Ravenclaw a Hufflepuff'em, Puchoni bardzo dobrze sobie radzili, ale Krukoni przechytrzyli ich w końcu swoją inteligencją. Rachel otrzymała odpowiedź od swojej mamy, że niestety, Rachel, nie może przyjechać do niej na święta. Lusi również zostaje w Hogwarcie. Jedynie Sonia, Alex i Max jadą na święta do swoich rodzin. Max próbował namówić Lusi i Rachel, żeby pojechały na święta do niego, ale te pozostały nieugięte. Rachel chciała się podciągnąć w Transmutacji, a Lusi chciała jej pomóc, Kate również została z dziewczynami. Do wyjazdu do rodzin zostały dwa dni, Sonia właśnie szukała swoich skarpetek przewracając do góry nogami cały pokój. Lusi i Rachel rozmawiały od czego zaczną naukę na Transmutację, a Kate spała na łóżku. Był pochmurny dzień i zaczął padać śnieg.
- Przecież te skarpetki miałam w szufladzie! - powtarzała swoje słowa z przed kilku minut Sonia. - Jak ktoś mi je ukradł to nie ręczę za siebie...
- Sprawdź pod łóżkiem. - zaproponowała Lusi, która przerwała rozmowę z Rachel.
- A nie możesz sobie darować? W końcu to tylko skarpetki, nie są jakieś ważne, masz tony innych. - powiedziała zaspanym głosem Kate.
- Zgadzam się. - powiedziała Rachel głaszcząc swojego kota który siedział jej na kolanach.
- No dobra. Wytrzymię bez nich. - powiedziała po chwili namysłu Sonia po czym zamknęła kufer i nakarmiła swoją sowę. Nagle usłyszały głośny trzask.
- Co to było? - zainteresowała się Kate.
- Nie mam pojęcia, ale idę sprawdzić. - powiedziała Rachel i wyszła z dormitorium a za nią wszystkie trzy. Zeszły po schodach a na dole ujrzeli Alex'a leżącego na podłodze i Max'a stojącego niedaleko wraz z grupą szóstoklasistów śmiejących się z blondasa.
- Co wyście zrobili? - spytała przez zęby Sonia.
- Te wasze drzwi są zaczarowane! - warknął Alex.
- Mówiłem ci to setki razy! - powiedział Max, który pomógł mu wstać.
- To nie fair! Wy możecie do nas wejść a my do was nie! - powiedział wkurzony Alex i zaczął poprawiać sobie ubranie.
- A właściwie co od nas chcecie? - spytała Lusi.
- Wielkie kłopoty! - powiedział Alex. - Wasi kumple napuścili na nas bandę Ślizgonów!
- No na ciebie. - powiedział Max.
- Wszystko jedno! Oni nas zamordują! - powiedział głośno Alex. - Niech im coś powie ta wasza miłośniczka Ślizgonów.
- Ej! - warknęła Rachel. - I ciszej gadaj...
- Idź z nimi pogadaj. - powiedział Alex z chytrym uśmiechem na ustach jakby coś planował.
- Ale ja... - nie dokończyła bo Alex zaczął ją pchać w stronę wyjścia. - Zostaw mnie ty parszywy szczurze...
Rachel dorównywała jemu siłą więc nie miał tak łatwo jak z np. Lusi. Rachel jednak przegrała i wyrzucił ją za portret. Ta tylko coś bełkotała pod nosem i zaczęła poprawiać sobie włosy które po jej szarpaninie zostały delikatnie mówiąc rozwalone. Już miała powiedzieć hasło by wejść z powrotem gdy ktoś pociągnął ją za bluzę do tyłu. No tak, Ślizgoni, zapomniałam - myślała Rachel.
 - Malfoy powiedział, że pewien Gryfon jest takim idiotą, że obraża Ślizgonów, znasz go? - spytał jeden. Wyglądał na drugoklasistę, góra trzecioklasistę. Nie bała się go, umiała rzucać kilka zaklęć.
- A mogę wiedzieć gdzie jest Malfoy? Chciałabym z nim pogadać. - powiedziała głośno Rachel.
- Malfoy! - zawołał go.
- Czego? - spytał ktoś z tyłu, wkurzonym głosem.
- Gryfonka chce z tobą pogadać. - powiedział ten koleś.
- Wilczyca!...Co chciałaś? Puść ją, ona jest spoko. - powiedział Malfoy do swojego kolegi. - Rachel, to jest Ben Zabini, oczywiście czystej krwi. Ben, to jest Rachel Collins, półkrwi.
- Miło poznać. - powiedział obojętnie chłopak o ciemnej skórze, czarnych włosach i skośnych oczach.
- John! Wyłaź! - warknął w przestrzeń  Malfoy, a po chwili wyszedł i pan Davis.
- Hej! - powiedział widząc Rachel.
- Dobra, udało się go wam nastraszyć, specjalnie mnie wypchnął zza portretu żebym was przekonała byście go zostawili. Oczywiście, możecie go nękać dalej, ale niech chłopak wie, że ze mną i z wami się nie zadziera. - powiedziała Rachel.
- No oczywiście, to my spadamy, Thomson pomyśli, że se poradziłaś z nami. - powiedział Zabini i poszedł sobie z Davis'em i Malfoy'em.
- Czekajcie! - zawołała Rachel, bo coś sobie przypomniała.
Wszyscy się zatrzymali.
- Jedziecie do domów na święta? - spytała.
- Ja zostaje, mój ojciec mówi, że w szkole jest bezpieczniej. A on i tak to od czasu do czasu tu przebywa, bo idzie w jakiejś sprawie do dyrektorki. - powiedział Malfoy.
- Ja jadę. Podobno mam prezent, którego nie da się wysłać sowią pocztą, więc... - powiedział Davis i uśmiechnął się w typowo ślizgońskim stylu.
- Ja zostaje. - powiedział Zabini.
- Ja też zostaje. - powiedziała Rachel. - A Kate wpadła na genialny pomysł, na rozrywkę do nas, więc, John, masz pecha.
- Świetnie. To pa. - powiedział John i poszli.
- Pa. - powiedziała Rachel i poszła z powrotem do pokoju gryfonów. Gruba Dama rzuciła jeszcze coś na kształt ''Gryfoni i Ślizgoni się przyjaźnią... Co tu jeszcze się wydarzy...''
- I co? - spytał Alex, gdy pojawiła się z powrotem. Rachel rzuciła mu mordercze spojrzenie.
- Nico. Nie ma ich. - powiedziała obojętnie Rachel i poszła do swojego dormitorium. Alex jeszcze przez chwilę stał osłupiały po czym krzyknął głośno ''Co?!''.
- Kate, mówiłaś już z prefektami Gryffindor'u? - spytała Rachel.
- Tak, akurat prefektem jest dziewczyna z rodziny mugoli i uznała to za wspaniały pomysł. Poszła z tym do McGonagall. - powiedziała wesoło.
- Nie mogę się doczekać. Chcę zobaczyć minę Malfoy'a. - powiedziała Lusi.
- Szkoda, że mnie nie będzie. - powiedziała Sonia. - Ale cóż, macie robić zdjęcia!
- Na pewno to się pojawi w Proroku. - zaśmiała się Kate.
- Dobra dziewczyny... - powiedziała Rachel. - Napiszę do mamy by mi to przysłała.
- Ja też. - powiedziała Lusi.
- I ja! - powiedziała Kate.
- Zapowiada się piękne Boże Narodzenie. - powiedziała Rachel.


---
15:43

niedziela, 10 stycznia 2016

Rozdział 33. - Mokra porażka

Rachel była w sowiarni, napisała list do swojej mamy by upewnić się czy zostaje w Hogwarcie, czy nie. Pożyczyła białą sowę Soni i wysłała list patrząc przez okno tak długo aż nie zniknęła jej z oczu. Wyszła i skierowała się do Wielkiej Sali. Zaraz miała zacząć się kolacja, doszła do stołu Gryfonów i usiadła się obok Alex'a.
- Gdzie Sonia, Lusi i Kate? - spytał Max.
- Nie mam pojęcia. - powiedziała szczerze Rachel.
Rachel siedziała i patrzyła na wejście, nikt nie wchodził. Czekała tak długo aż nagle nie poczuła, że ma mokrą twarz. Wytarła ją rękawami i spojrzała na Alex'a, który trzymał pusty pucharek.
- Coś ty znowu zrobił?! - spytała ostro Rachel.
- To nie wszystko. - powiedział Alex a Max westchnął.
- Rachel, radzę Ci zwiewać. - wymruczał tylko Max.
- O co chodzi? - spytała się.
- Miałem cię zabić, ale wolę zemstę. - powiedział Alex.
Rachel nadal nie rozumiała a potem przypomniał jej się incydent z dnia meczu ze Ślizgonami.
- Zostaw mnie. - powiedziała Rachel z zamiarem wstania.
- Aquamenti! - wypowiedział zaklęcie Alex. Rachel uniknęła ledwo zaklęcia. - Nie uciekniesz już.
Rachel wstała z ławki ze spokojną miną i wyciągnęła różdżkę. Ostatnio ćwiczyła zaklęcie tarczy.
- Aquamenti! - powtórzył znów Alex.
- Protego! - zawołała i zaklęcie Alex'a odbiło się od jej tarczy przez co trafiło w niego samego. - Ja się tylko bronię.
- Ty wredoto. - powiedział i wyszedł z Wielkiej Sali mokry, odprowadzany przez kilka rozbawionych spojrzeń. Rachel usiadła z powrotem obok Max'a, jakby nic się nie wydarzyło.
- Miałaś szczęście, że nie było tu jeszcze nauczycieli... - powiedział Max patrząc w miejsce gdzie przed chwilą zniknął Alex. - A z kąd znasz zaklęcie tarczy? - spytał.
- Lubię czytać o zaklęciach, o obronie przez czarną magią, o magicznych stworzeniach i innych takich. - powiedziała.
- Aha, a tak poza tym, spójrz. - powiedział Max i wskazał w stronę Ślizgonów.
- Co oni znowu wyrabiają? - spytała się Rachel patrząc na John'a i Scorpius'a.
- Wygląda na to, że dopadli Albusa. - powiedział Max. - Ale będą mieć kłopoty bo właśnie idzie James Potter.
- No to pięknie. - powiedziała Rachel i wstała. - Chodź.
Max podniósł się niechętnie i poszedł za Rachel w kierunku dwóch Ślizgonów, którzy transmutowali nos i zmieniali kolor włosów Albusowi.
- Malfoy! Davis! - warknęła udając McGonagall gdy od Ślizgonów dzieliły ją dwa metry.
- Ale my... JEJU! Wilczyco nie strasz nas tak. - powiedział John.
- Co wy tu robicie?! - warknął James Potter który był tuż za Rachel. Tym razem ona podskoczyła ze strachu.
- Wężu i Skorpionie, radzę wam się wycofać. - powiedział Max pod nosem.
James Potter podbiegł do nich i wyrwał im Albus'a, który miał białe włosy i nos... węża?
- MYŚLICIE, ŻE TO ZABAWNE? - spytał głośno i wyraźnie James Potter.
- Ale o co ci chodzi? - spytał John.
- O CO?! JAK ON WYGLĄDA?! - spytał James.
- A no... Jak wąż ze ślizgońskiego herbu? - spytał Scor.
- Słuchaj no bałwanie, on mi przypomina raczej Sam-Wiesz-Kogo. - powiedział ciszej James.
- Umm... Zaraz to odczaruję. - powiedział John.
- Daruj sobie, idę z nim do skrzydła. I postaram się o szlaban dla was. - powiedział James Potter i ruszył ku wyjściu.
- Jesteście idiotami. - powiedziała Rachel i wyszła z Wielkiej Sali, a za nią Max.
- No cóż. Tu się z tobą zgadzam. - powiedział Max.
- Oni byli, są i będą największymi ślizgońskimi idiotami. - powiedziała Rachel i poszła z Max'em w kierunku Pokoju Wspólnego Gryfonów.
- Nie jesteś już głodna? - spytał Max.
- Nie. - powiedziała Rachel. - Tylko zmęczona. Od razu idę spać.
Gdy weszli przez portret, Rachel od razu  powlekła się do swoje dormitorium, rzucając coś jeszcze na kształt ''Dobranoc'' Max'owi.
---
16:19

piątek, 8 stycznia 2016

Rozdział 32. - Dziwny przypadek.

Dni mijały szybko, wszyscy nawet nie zorientowali się gdy nadszedł grudzień. Zaczął prószyć śnieg, robiąc dookoła wielkie zaspy. Rachel i Lusi wychodziły właśnie z biblioteki ponieważ miały zrobić pracę, którą mieli zrobić w parach, na Eliksiry. Sonia miała to robić z James'em Davis'em, przez co była bardziej wybuchowa niż zwykle.
- Jedziesz do domu na święta? - spytała Lusi.
- Nie wiem, muszę wysłać sowę mamie. Bo wiesz, sporo pracuje. - mówiła Rachel.
- No tak. Ja nie mam pojęcia czy jadę czy nie, bo mama mówiła, że skoro tata sobie pojechał to ona go chyba odwiedzi, powiedziałam, że nie mam nic przeciwko. - powiedziała Lusi. Nagle zza zakrętu wybiegła Sonia, cała mokra i bardzo wkurzona.
- Wycofamy się? - spytała cicho Rachel.
- Nie wiem. Ale może być niebezpiecznie. - powiedziała również szeptem Lusi.
- TEN WREDNY OBŚLIZGŁY ŚLIZGON, PODWAŻAŁ MOJE ZDOLNOŚCI. ZARAZ WAM WSZYSTKO PIĘKNIE OPOWIEM! - warknęła Sonia i zaczęła swoją opowieść...

~*~*~*~

Sonia i James siedzieli w jednej z opuszczonych klas pisząc pracę na Eliksiry. James co chwila spoglądał w stronę Soni która z Eliksirów z całej Wielkiej Szóstki była najlepsza.
- Co się tak gapisz? - zapytała Sonia. - Może przestaniesz tak gapić się jak mucha w ścianę i zaczniesz pisać to wypracowanie?
- Mhm. - usłyszała w odpowiedzi.
''Ślizgoni myślą, że są najlepsi, a w rzeczywistości są idiotami.'' - myślała i zaczęła pisać piórem po pergaminie.
- DAVIS! Czy ty się dobrze czujesz?! Zacznij to pisać to jest mega proste. - pokazała palcem na tytuł. - Bahanocyd. Wystarczy napisać co to i tyle. Spójrz to jest pergamin. - wskazała na jego pergamin. - A to jest pióro. - powiedziała i podniosła jego pióro.
- Nie dotykaj tego wstrętna szlamo. - powiedział wściekle James. Sonia wkurzyła się, wiedziała, że nie jest szlamą tylko czarownicą czystej krwi.
- Jestem CZYSTEJ krwi idioto. C-Z-Y-S-T-E-J. - powiedziała wyraźnie Sonia.
- Taak, a ja jestem Gryfonem. Ten żart ci nie wyszedł. - powiedział James.
- Gryfoni są lojalni i odważni. A i w przeciwieństwie do ciebie jestem dobra w czarowaniu i znam się na eliksirach. - powiedziała Sonia.
- Wątpię. - powiedział pewny siebie James.
- Udowodnić ci to smarkaczu? - spytała Sonia rzucając mu spojrzenie godne bazyliszka.
- Jestem w tym samym wieku co ty. - powiedział spokojnie James i wyciągnął różdżkę.
- Ale mózg masz mniejszy od dwulatka. - powiedziała Sonia i trzymiąc w ręce różdżkę.
- Expelliarmus! - warknęli obydwoje. Nagle byli trochę zszokowani. Ich różdżki połączyła jakaś dziwna linia.
- Co do jasnej... - zdziwił się James i przerwał połączenie zaklęć. - Aquamenti!
Sonia nadal zdziwiona nie zauważyła gdy była cała morka a James i jego torba gdzieś zniknęły. Zabrała rzeczy i wbiegła go szukać.

~*~*~*~

- Więc wasze różdżki się połączyły? - spytała Rachel.
- To zjawisko... - zastanawiała się Lusi. - ...Jaki twoja różdżka ma rdzeń?
- Co? - spytała Sonia.
- Włókno ze smoczego  serca. - powiedziała Rachel. - Pamiętam.
- Hmm... Dobra, nie ważne. Chodźmy do Pokoju Wspólnego i wysuszmy cię. - powiedziała Lusi.
Wszystkie poszły szybko do Pokoju Wspólnego Gryfonów.

---
21:23

wtorek, 5 stycznia 2016

Rozdział 31. - Tchórz

Wszyscy, prócz oczywiście Ślizgonów, schodzili z trybun ze spuszczonymi głowami.
- Jakim cudem oni wygrali?! - spytał oburzony Max.
- No ma się ten talent. - powiedział Scorpius, który przed chwilą do nich dołączył.
- Nie ciesz się bo za rok ci tyłek skopiemy. - powiedziała Sonia.
- Tak? To powodzenia. Scorpius od niedawna jest uważany za jednego z lepszych ścigających. - powiedział John.
- Zakład, że za rok wygramy? - powiedziała Lusi.
- Tak się chcesz bawić ślicznotko? - spytał Scorpius wyciągając rękę do uściśnięcia. - To dawaj.
- O co jest zakład? - spytała Lusi.
- Hmm... O honor. A wszyscy dobrze wiedzą, że Gryfoni bardzo go sobie cenią. - powiedział Scorpius.
- Zgoda. - powiedziała Lusi i uścisnęła mu dłoń.
- John przetnij. - powiedział Scor.
- Zaraz, czeka... - nie dokończyła Rachel ponieważ John wpakował się między nią a Sonię by ''przeciąć'' im ręce.
- Ja bym się z nimi w nic nie pakowała. - powiedziała Rachel.
- No cóż. Lusi ma w sobie odwagę...a ty... - mówił Scorpius.
- Co to to nie, nie zarzucaj mi tchórzostwa! - ostrzegła go Rachel.
- Ej, a gdzie Alex? - spytała nagle Sonia.
- Em... Chyba już se poszedł. - powiedział Max.
- A więc Rachel, ty wilczyco... - mówił John.
- Mówiłam ci, że nie lubię tego ''przezwiska''. - powiedziała Rachel.
- Wiem. - uśmiechnął się chytrze.
- Kretyn.
- Idiotka.
- Tchórz.
- Oj, nie przesadzaj.
- Nie przesadzam... tchórzu. - powiedziała Rachel i uśmiechnęła się tak jak on wcześniej.
- Mam ci złamać nos? - spytał się John.
- Nie, dziękuję. - powiedziała Rachel.
- Dobra, skończcie gadać bo mnie to irytuje. - powiedział Scorpius.
- Mieliście wymyślić nam przezwiska. - powiedziała Sonia.
- No tak. - powiedział Scorpius. - Mamy wymyślone...
- Nie waż się im mówić tych głupich przezwisk. - powiedziała Rachel.
- Alex to Blondi, Max to Orzeł, Kate to Tygrysica, Lusi to... jak to było... a no tak... Lusi to Kocica, Sonia to... to... Lisica, Albus to Idiota, John to... Jak to było?
- Przewspaniały szukający, przystojny, miły, najlepszy... - wymieniał John.
- I do tego jaki skromny. - powiedziała Sonia.
- John to Wąż, ja to Skorpion. - powiedział Scorpius.
- A Rachel? - spytał Max.
- Wilczyyyca. - powiedział John i zaczął się śmiać z morderczego spojrzenia Rachel.
- Alex i tak ma lepsze. - powiedziała Kate.
- Tak. Blondi. Pasuje idealnie. - rzuciła Sonia.
- Mokry łeb pasowałby lepiej. - powiedziała Lusi.
- Czemu? - spytał Scorpius.
- Czy ty musisz wszystko wiedzieć? - spytała się Rachel.
- Hmmm... Tak. - powiedział.
- Alex nie chciał wstać na mecz, Sonia próbowała go wyciągnąć ale jej nie wychodziło. To Rachel wylała na niego wiadro wody. - powiedziała Kate.
- A  co on na to? - spytał się Scorpius który już ledwo trzymał się na nogach ze śmiechu.
- ''Zabiję cię!'' - powiedział Max.
- Radzę ci trzymać się z dala od tego kretyna. - powiedział John.
- No co ty nie powiesz. A poza tym nie jestem tchórzem. - powiedziała Rachel.

---
20:45
Snape. Snape. Severus Snape! Ma urodziny 9 stycznia <3
Taki krótki rozdział.
Ostatnio nie mam weny twórczej. :P

niedziela, 3 stycznia 2016

Rozdział 30. - Mecz

Sobota, wreszcie. Miał odbyć się pierwszy mecz quidditch'a w sezonie. Slytherin vs. Gryffindor. Normalnie, każdy chłopak cieszył się, że jest mecz, ale jedynym wyjątkiem jest jak zwykle Alex.
- Oj, no weź, chodź bo się spóźnimy! - krzyczała Sonia, która razem z Rachel weszła do dormitorium chłopaków.
- Nie chce mi się iść na ten głupi mecz. - powiedział stanowczo Alex.
- Ale to nie była prośba tylko rozkaz. - powiedziała Sonia z zaciśniętymi zębami.
- Ty mnie nawet siłą z łóżka nie wyciągniesz. - powiedział Alex i przekręcił się na drugi bok.
- Rachel...? - zapytała niepewnie Sonia bo widziała, że przyjaciółka gdzieś zniknęła. Nagle zza drzwi weszła Rachel z wiadrem pełnym wody.
- Nie radzę... - szepnął Max.
- Raz się żyje. - powiedziała Rachel i oblała lodowatą wodą Alex'a. Ten wkurzony od razu się podniósł.
- Zabiję cię!
- To my się zmywamy, widzimy się za godzinę w Pokoju Wspólnym. - powiedziała Sonia i pociągnęła Rachel za sobą do wyjścia.
- Chodźmy bo jeszcze nas dopadnie. - powiedziała Sonia i weszła szybko z powrotem do dormitorium swojego, Rachel, Lusi i Kate.
- I jak udało się wam go wyciągnąć z łóżka? - spytała Kate.
- No pewnie... - mruknęła Rachel.
- Co zrobiłaś? - spytała się podejrzliwie Lusi.
- A nic...
- Gadaj. - ciągnęła Lusi.
- Nic nie zrobiła. Tylko oblała Alex'a wodą... A ten się wściekł. - powiedziała Sonia która już po raz któryś czesała swoje włosy.
- No nieźle. - powiedziała Kate.
- On nie może się równać ze złością któregoś z tych przeklętych Ślizgonów. - powiedziała Rachel.
- Ostatnio dużo bywasz z tymi ''przeklętymi Śligonami''. - powiedziała Sonia.
- Tak? Nie zauważyłam. - powiedziała Rachel czekając aż przyjaciółki się uszykują.
- Zastanawiam się czy czasem jeszcze o nas pamiętasz. - powiedziała Sonia.
- Jak mogłabym zapomnieć?! - rzekła oburzona Rachel.
- Dobra, dobra. Wszystkie uszykowane? To idziemy! - powiedziała Kate.
- Powiedzieliśmy im, że za godzinę wyjdziemy. - powiedziała Sonia.
- E tam, chodźcie, będziemy siedzieć i czekać za nimi przy kominku. - oznajmiła Lusi i wszystkie cztery wyszły. W pokoju wspólnym był tłok, wszyscy rozmawiali tylko o meczu. Dziewczyny usiadły się na kanapie przed kominkiem. Wreszcie Lusi zobaczyła chłopaków. Alex szedł z naburmuszoną miną i czerwono - złotą czapką przykrywają jego mokre, blond włosy. Otóż, Max szedł z szerokim uśmiechem trzymając sześć małych flag z godłem Gryffindoru.
- Idziemy. - powiedział Max wesoło i wszyscy wyszli przez portret kierując się do wyjścia na boisko. W drodze, Sonia i Alex zaczęli się kłócić, Lusi i Kate rozmawiały o chórku, tylko Max i Rachel szli z przodu patrząc przed siebie. Gdy pokonali drogę rozsiedli się w trybunach czekając na wyjście zawodników. Rachel otuliła się czerwono - złotym szalikiem, na głowie miała także czapkę w takich samych barwach, a w ręce trzymała flagę z godłem Gryffindoru. Na środek wyszły wreszcie obydwie drużyny. Pani Hooch mówiła coś do nich po czym kapitanowie uścisnęli sobie dłonie i gra się zaczęła.
- Ścigająca Slytherin'u, Kaya Steward przejmuje kafla, pędzi ku pętli, ale nie! W ostatniej chwili podaje do Scorpius'a Malfoy'a! Nie no... Trafił do pętli. 10 punktów dla Ślizgonów... - mówił komentator, czyli James Potter. - Chyba gdy ja grałem, drużyna Gryfonów była lepsza. - żartował James i uśmiechał się do George'a Kelly'ego, który bardzo widocznie pokazał mu co o nim myśli poprzez uniesienie środkowego palca. Rachel, Max i Sonia wychylali się tylko by lepiej widzieć.
- Emily Anderson, ścigająca Ślizgonów jest w posiadaniu kafla... Jednak Sarah Ross, ścigająca Gryfonów, przejęła go w ostatniej chwili, i już pędzi do pętli Ślizgonów. Eve Hall szykuje się do obrony, jednak nie! Emily podaje do Ben'a Wilosn'a a on w błyskawicznym tempie do Jake'a Simmons'a! TAK! GOL! GRYFONI 10 PUNKTÓW!!! REMIS! - wrzeszczał James. - Ojej, Victoria Foster ruszyła się! Czyżby zauważyła znicza?
Faktycznie, Victoria pędziła gdzieś wysoko między trybunami. John jednak szybko ją dogonił.
- VICTORIA NIE DAJ SIĘ TEMU GÓW...
- Panie Potter! - skarciła go McGonagall siedząca obok niego.
- Przepraszam pani profesor... VICTORIA DALEJ! DALEJ! DALEJ! Czyżby przed chwilą Sarah Ross wbiła kolejnego gola? Na to wygląda! 20 do 10 dla Gryfonów! Victoria pędzi między trybunami i nagle... Cholera jasna! John złapał znicz... 150 punktów dla Slytherinu i tak wygrywają mecz z wynikiem... A zresztą! Sami se policzcie. - warknął James.
Rachel zrzedła mina tak samo jak i Soni oraz Max'owi. Alex odetchnął z ulgą.
- Wreszcie możemy iść! - powiedział Alex.
---
21:07