niedziela, 13 grudnia 2015

Spam




























































---
Macie spam z Malfoy'em, a jak ktoś zechce spam z kimś innym to niech napisze w komie.
14.34

Rozdział 23. - Pokój Życzeń

Wszyscy wyszli z gabinetu, Gryfoni starali się zgubić Ślizgonów ponieważ stanowili źródło ich problemów. Kate i Lusi rozmawiały o chórze, bo Kate też chodziła do chóru. Sonia chowała się między Max'em a Alex'em bo Scorpius zaczął ją wkurzać. John szedł za Scorpius'em chytrze się uśmiechając. Rachel natomiast szła nerwowo do przodu, mimowolnie skręciła nagle by zgubić Ślizgonów, ale nie udało jej się, po chwili jednak znów skręciła bo przypomniało jej się, że musi zrobić pracę z eliksirów. Potrzebowała tylko spokojnego miejsca, a tam gdzie jest John i Scorpius na pewno nie jest spokojnie!
- Wy też to zauważyliście czy tylko ja? - spytał Scorpius.
Rachel przekręciła oczyma i spojrzała do tyłu. Tam gdzie przed chwilą była ściana stały wielkie drzwi.
- Co to... - spytała Sonia.
- Chodźcie. - powiedział Alex.
Rachel tylko bardziej się wkurzyła i wbiła paznokcie w czoło zmuszając się do podążania za przyjaciółmi. W środku była taka jakby biblioteczka, kilka półek z jakimiś składnikami, jeden stolik i krzesło. Rachel podeszła do drewnianego stolika i przejrzała książkę która tam leżała.
- Książka z instrukcją jak zrobić eliksir energii. - powiedziała Rachel.
- Slughorn kazał nam napisać wypracowanie na ten temat! - powiedziała Kate.
- A jeśli to wyważymy to może dostaniemy trochę więcej punktów do naszego domu. Jak na razie na tabeli góruje Hufflepuff, a my jesteśmy na trzecim miejscu tuż po Ravenclaw. - powiedział Max.
Po chwili ktoś zamknął drzwi tego tajemniczego pokoju i zrobiło się przerażająco ciemno.
- Ej! Ludzie, potrzebujemy światła! - warknęła Sonia na Ślizgonów.
Po chwili pojawiło się światło, wszyscy spojrzeli na żyrandol który wisiał na suficie.
- Eee, czy to tu było? - spytała Lusi.
- Dobra! Co to za miejsce? - spytał John.
- Pff. Zapewne Pokój Życzeń. - poinformował Max.
Wszyscy spojrzeli na niego pytająco.
- No nie mówcie mi, że o tym nie słyszeliście. Pokój Życzeń ukazuje się tym, którzy go naprawdę potrzebują. Kiedy się pojawia, wyposażony jest dokładnie w to, co akurat jest potrzebne. - powiedział Scorpius a wszyscy spojrzeli na niego z minami jakby przed chwilą pocałował McGonagall. - No co? Ojciec mi o nim mówił.
- Dobra, ważne, że mamy miejsce do zrobienia tego wypracowania. - powiedziała Lusi.
- Okej. Alex, ja ci będę mówić co masz przynosić z półek. Dwoje oczu nietoperza, sproszkowany ogon...
- Czekaj, czekaj Rachel, myślisz, że ja wiem jak to wszystko wygląda? - spytał Alex.
- Ugh. No to ja to poszukam - powiedziała Lusi. - Kate mi pomoże.
Obie podbiegły do półek i przyniosły oczy nietoperza w słoiku. Sonia wykrzywiła usta w grymasie niezadowolenia a Rachel kontynuowała składniki.
- Sproszkowany ogon jaszczurki... Kropla krwi jednorożca... Trzy listki Mandragory.
- I tyle? - spytał Max.
- Najwidoczniej. Dobra, a teraz Max poszukaj kociołka, Sonia i Alex podgrzejcie w nim wodę a ja będę postępowała potem zgodnie z instrukcją. - powiedziała Rachel. Wszyscy ruszyli się i zrobili co kazała. John i Scorpius patrzyli jak przygotowują eliksir. Sonia lubiła eliksiry i szczerze chyba Rachel zaczęła je również lubić, może i nie była w nich za dobra ale lubiła je.
- Do kociołka z wrzącą wodą wrzucić sproszkowany ogon jaszczurki. - powiedział Max czytając instrukcje, a Rachel postępowała zgodnie z wskazówkami.
- Teraz dodaj trzy liście Mandragory i gotuj przez siedem minut. - poinformował znowu Max i po siedmiu minutach znów się odezwał. - Dobra, teraz wrzuć dwoje oczów nietoperza... i wreszcie kroplę krwi jednorożca. Eliksir powinien przyjąć kolor srebrny.
Wszyscy spojrzeli na eliksir, faktycznie eliksir był koloru srebrnego.
- Weźcie poszukajcie jakiś fiolek i zabierzcie sobie po trochę. - powiedział Max.
Wszyscy, prócz John'a i Scorpius'a, wzięli fiolki z szafki i napełnili je srebrzystym płynem.
- Teraz spiszmy instrukcje jak to zrobić i te składniki. - powiedziała Lusi.
Tak jak powiedziała, tak się stało, wszyscy przepisali instrukcje z książki na swoje rolki pergaminów i włożyli je do swoich toreb razem z zamkniętymi szczelnie fiolkami.  .
- Czekajcie. - powiedział Scorpius.
Wszyscy spojrzeli na Scorpius'a tylko John się odezwał.
- Daj spokój, potem pogadasz o tym z Potter'em. - mówił John.
- Ale o co chodzi? - spytała Kate.
- Nie ważne. - syknął John i spojrzał na Scorpius'a.
- Daj spokój John. - uśmiechnął się Scorpius. - A tak na poważnie, widzieliście ten znak na lewej ręce na przedramieniu mojego ojca?
- Mhm. Wąż i czaszka... - powiedziała Rachel.
Scorpius rzucił jej podejrzliwe spojrzenie.
- A wiesz co to znaczy? - spytał. - A może Max nam wyjaśni, w końcu ma głowę do tego.
- Może najpierw mi to ktoś narysuje. - powiedział Max.
- Oh, no nie wiem. Czarna czaszka z wężem wychodzącym z jej ust. - powiedziała Rachel.
- Czy ja się przesłyszałem? - spytał zdenerwowany nieco Max. - To znak śmierciożerców, popleczników Sami-Wiecie-Kogo.
- Voldemorta. - powiedział Scorpius a Alex, Max i Kate się wzdrygnęli. - Strach przed imieniem wzbudza lęk przed tym kto je nosi.
- Czyje to słowa? - spytała Sonia.
- Ojciec mi kiedyś tak powiedział, ale nie wiem czyje to słowa. - powiedział.
- A kto to Voldemort? - spytała Lusi.
- Nie ważne! On już nie żyje, został zamordowany, przez Potter'a! - wykrzyczał Alex.
- To czemu ojciec Scorpius'a ma to na swojej ręce?! - spytała głośno Sonia.
- Ten znak jest wypalany, podobno to okropny ból, równy bólowi który przynosi zaklęcie Cruciatus. - powiedział poważnie Max.
- Może został zmuszony... Nie wieżę, żeby mógł służyć Voldemortowi. - powiedział Scorpius, a Alex, Max i Kate znowu się wzdrygnęli.
- Przestań powtarzać to imię! - warknęła Kate.
- Przyzwyczaj się. - powiedział Scorpius.
- Co jeśli znowu powrócił? Może te morderstwa to jego sprawka? - spytał Max.
- Wszystko jest możliwe. Ale nie wiem po co on zabija dzieci? Co te dzieci mają ze sobą wspólnego?  - spytał John.
- Pomyślmy. Brian Arly* i ten chłopak... jak on się nazywa? - rzekła Lusi.
- Podsłuchałem rozmowę McGonagall z Potter'em i z tego co słyszałem mówili o jakimś Terrenc'ie Brown'ie. - powiedział Alex.
- Kolejny z mugolską krwią. - powiedział zdziwiony John.
- Co? - spytała Kate.
- Brian też był z mugolskiej rodziny, a ten Terrence też, cóż, może chce wyeliminować mugolskie dzieci w Hogwarcie. - powiedział John.
- Ale to dziwne. - powiedział Max.
- Co jest dziwne? - spytał Alex.
- Pierwszego zabił Brian'a Arly'ego, nazwisko na A, potem Terrence Brown, nazwisko na B. Może będzie tak po kolei jechał jak z alfabetu? - prychnał Max. - Kto z mugolskiej rodziny ma nazwisko na C w Hogwarcie?
- Nie, nie, nie, wy teraz se żartujecie, tak? - spytała Rachel.
- Oh, Collins. - powiedział trochę przestraszony Scorpius.
- N-nawet mnie nie denerwuj. - odpowiedziała Rachel. - Alfabetyczny morderca, co za bzdury...
- Może chcesz ochłonąć? Pójdziemy z tym do McGonagall i się wyjaśni... Jak na razie trzeba zachować spokój, bo to może nie prawda... - mówił Max.
- TA! Najpierw mi gadasz, że to jakiś Voldemort, który chce zabić wszystkie mugolskie dzieci z Hogwartu, gadasz o alfabecie i, że może zostanie zamordowany ktoś z Hogwartu o nazwisku na C, a teraz mówisz mi, że mam być spokojna?! - warknęła Rachel. - Nie no, ja z tąd idę.
- Chyba śnisz, nigdzie nie idziesz. - powiedział Scorpius.
- Teraz trzeba pilnować wszystkich z mugolskiego pochodzenia... i nie tylko. - powiedział John.
Rachel próbowała się wymknąć cicho by uciec od tych bzdur, lecz nagle ktoś ją złapał za krawat.
- Nigdzie nie idziesz, wszyscy teraz pójdziemy do Wielkiej Sali na klub pojedynków. - warknął Alex i trzymał jej krawat.
- Ej to boli. - syknęła Rachel.
- Teraz wiesz jak mnie to bolało. - powiedział John.
- Że co? - spytał podejrzliwie Scorpius i uśmiechnął się ironicznie.
- Sugerujesz coś? - spytał John.
- Niby co... - powiedział ze śmiechem Scorpius.
- Ty wredny... okropny... głupi... - poleciało kilka wyzwisk pod adres Scorpius'a i wreszcie to przerwano przez Sonię bo machnęła różdżką i nagle tam gdzie stał Scorpius pojawił się królik.
- Uroczy. - powiedział John i podniósł go za uczy.
- Ja... co ja zrobiłam? - spytała Sonia ale zaczęła się śmiać. - Teraz ma za swoje. Za te lisy i psy.
- W sumie to prawda. - powiedział John.
Rachel korzystając z okazji wyszła cichaczem drzwiami lecz szybko tego pożałowała.
---
* - zmieniłam nazwisko Brian'a by wymyślić tego ''Alfabetycznego Morderce'' xD
Dziś jeszcze zrobię jeden dodatek dla moich przyjaciółek. Na blogu umieszczę specjalny post ze zdjęciami Dracona Malfoy'a.
Rozdział taki sobie.
13.34

wtorek, 8 grudnia 2015

Rozdział 22. - Draco Malfoy

Wielka piątka - plus trzy, siedziała w Wielkiej Sali rozmawiając cicho o lataniu.
- Było fajnie. - powiedziała Sonia.
- Taak. Możesz przestać to powtarzać? - spytał Alex.
- Nie. - warknęła Sonia.
Rachel prawie leżała na stole, była bardzo zmęczona tym wszystkim. Max rozmawiał zawzięcie z Scorpius'em, John tylko temu się przyglądał. Sonia i inni się kłócili. Nagle przyszedł do nich Mike Black.
- Hej ludzie, musicie iść do McGonagall, prosi was do gabinetu. Powodzenia. - powiedział Puchon.
- Malfoy zamorduje cię. - syknęła Rachel.
- Świetnie. - powiedział z ironią Scorpius.
Wszyscy wstali i poszli do gabinetu, pamiętali drogę idealnie, dość często ostatnio tam chodzili. Hasło zdążyło się zmienić na ''Kokosowe gałki oczne''. McGonagall podobno przejęła ''cukierkowe'' hasła po poprzednim dyrektorze - Albusie Dumbledorze. ''Wielka ósemka'' weszła do gabinetu po usłyszeniu chłodnego głosu ''Proszę''. W gabinecie była złota trójka wraz z McGonagall. Wszyscy usiedli w ośmiu, zapewne wyczarowanych przez McGonagall, krzesłach.
- No więc! Proszę mi to wyjaśnić! Kto wpadł na pomysł podrobienia mojego podpisu?! - spytała ostro dyrektorka. Wszyscy wskazali na Scorpius'a Malfoy'a.
- A więc pan Malfoy... Odejmuję pańskiemu domowi 50 punktów. A każdemu z was - wskazała na pozostałych. - pięć punktów. Miejmy...
Nagle ktoś wszedł do gabinetu, bez pukania. Miał jasne blond włosy, szare oczy i miał jasną cerę.
- Przepraszam to najście ale to pilna sprawa. - powiedział nieznajomy.
- Tato... Co tu robisz? - spytał Scorpius. - Już wiesz?!
- Co mam wiedzieć? Co znów zbroiłeś? - spytał ojciec Malfoy'a.
- Nic, nic. - odmruknął szybko Scorpius.
- Co pana do nas sprowadza? - spytała sucho dyrektorka.
Ojciec Scorpius'a stanął przed McGonagall i złotą trójką, zasłaniając widok ósemce przyjaciół i zaczął podwijać rękaw. Dyrektorka omało nie zemdlała, na szczęście Granger złapała ją w porę, byli przerażeni.
- Ktoś chyba się zbuntował. - powiedział ojciec Scorpius'a, - Ktoś mógł przejąć ich stery. Wszyscy zaczęli się wychylać by zobaczyć co on tam ma, aż w końcu Scorpius spadł z krzesła.
- Synu! Co ty robisz?! Gdyby matka cię widziała! - warknął Malfoy a Scorpius szybko wstał.
- Draco, dziękujemy za informacje, ostatnio w Hogwarcie zamordowano dwójkę dzieci, jesteśmy przerażeni, nie wiemy co robić. Podejrzewamy, że ten ktoś to może być animag. Przypomniało mi się jak Rita Skeeter mogła zmieniać się w robaka i wtedy pisała plotki z Hogwartu. - powiedziała Hermiona.
- Pamiętam. - powiedział Draco.
- Dobrze. Sonia... możesz opisać nam szczegółowo każdy sen, który ci się przyśnił?  - spytała Hermiona.
- A co jej sny mają z tym wspólnego? - spytał Draco.
- Później wytłumaczymy. - powiedział Harry.
- No... więc... - mówiła Sonia. - Za każdym razem było to w łazience, zawsze było zielone światło i ofiara. Mordercy nie widzę, tylko widziałam raz jak stoi w cieniu z różdżką wycelowaną w chłopaka.
- Ale Brian Gurlpy nie zginął od zaklęcia uśmiercającego, tylko od sectusempry. - powiedziała Rachel.
- Prawda. - potwierdził Ron.
- Ale sądzimy, że Sonia widzi jego umysł, jego plany... Widocznie planował od razu zaklęcie uśmiercające ale się nie udało. - powiedziała McGonagall. - Sonia od początku pochodziła z mugolskiej rodziny a miała niesamowite dary do transmutacji, zaklęć a nawet jest metamorfomagikiem.
- Ciekawe. - rzekł krótko Draco.
- Wy możecie już iść. - powiedziała McGonagall do ósemki przyjaciół.

 ---
21:28 

niedziela, 6 grudnia 2015

Rozdział 21. - Latanie

(Tymczasem u Soni i Alex'a)
Sonia razem z Alex'em szli za McGonagall i złotą trójką do jej gabinetu, a właściwie nie szli tylko biegli. Alex szedł obok McGonagall, Sonia zaś trzymała się z tyłu, to wszystko ją przerastało, ten sen, te ofiary. Czy to możliwe, że to przez nią? Sonia tylko patrzyła na plecy Alex'a i zastanawiała się nad tym co ją czeka. McGonagall była trochę zaskoczona, a nawet bardzo. Złota Trójka była bardziej przerażona i zaskoczona od niej. Sonia się nawet nie zorientowała kiedy dotarli do gabinetu. Rozejrzała się i spostrzegła stare obrazy ze starymi dyrektorami i dyrektorkami Hogwartu. Alex stał obok niej trochę nerwowy.
- A więc, pani Grimmie widziała co się stanie... w swoim śnie? - spytała McGonagall złotą trójkę.
- Na to wygląda... Sonia może mieć jakiś związek z kimś kto morduje te niewinne dzieci. - oznajmiła Hermiona.
- Miejmy nadzieję, że nie. - powiedział Harry Potter. - To nic przyjemnego, jeżeli chodzi nam o tą samą rzecz.
Wszyscy spojrzeli po sobie. Sonia i Alex trzymali się z boku, nikt nawet na nich nie spojrzał i nie zapytał o nic. Aż to czasu gdy Sonię do końca zaczęła zżerać ciekawość.
- Ale... Co to znaczy? - spytała.
- Nic, nic. - powiedział Ron.
- To znaczy, że za każdym razem jak przyśni ci się coś w tym stylu... od razu chodź do mnie, albo wyślij mi sowę. - oznajmiła McGonagall. - Jak na razie możecie iść.
Sonia i Alex już mieli wychodzić gdy nagle McGonagall znowu ich zatrzymała.
- Przekażcie panu starszemu Davis'owi, że trening, który będzie się odbywał na stadionie quidditcha będzie nadzorowany przez pana Weasley'a... Musi być dodatkowa ochrona. - oznajmiła McGonagall.
Alex i Sonia popędzili do Wielkiej Sali gdzie zastali już Rachel, Lusi, Kate, Max'a, John'a i Scorpius'a.

~*~*~*~

Rachel i reszta czekali aż Sonia i Alex wrócą z gabinetu dyrektorki i pójdą z nimi na boisko. Nie czekali długo bo już biegli w ich stronę.
- I co? - spytała Lusi.
Sonia opowiedziała im wszystko co się zdarzyło.
- Uhm. Dobra... To idziemy na boisko z Weasley'em?! - spytał głośno Malfoy.
- Na to wygląda. - powiedział Max.
- No dobra, może jego jakoś przekonamy, a jak nie to jakieś zaklęcie...
- EJ! MALFOY! To nie byle kto, on się zna na czarach. - skarciła go Lusi.
- No dobra, dobra. Uważaj bo wybuchniesz. - powiedział Malfoy.
- To idziemy? - spytała Rachel.
- No w sumie możemy. - mruknął John.
Wszyscy wstali i ruszyli do wyjścia. Po chwili już byli na błoniach, przy stadionie stał jedynie Ronald Weasley. Wszyscy ruszyli nie chętnie do niego.
- Gdzie reszta drużyny? - spytał Weasley.
- No właśnie. Teraz chcę panu coś wyjaśnić. - powiedział pewny siebie John. - Wie pan, McGonagall pozwoliła nam nadzorować tych pierwszoroczniaków podczas latania na miotłach. Dokładniej, to powiedziała, że możemy im pożyczyć swoje miotły. Na miotłach będą latać Sonia i Rachel. Oni mogą tu zostać.
- Gdzie pozwolenie od McGonagall? Podpisała coś? Bo jak nie to pójdę do niej i... - mówił Weasley.
- Proszę się nie martwić! - powiedział spokojnie Scorpius i podał zakłopotanemu John'owi zwitek pergaminu. John rozwinął pergamin, sam przeczytał i podał Weasley'owi. Ten czytał to uważnie ale potem przytaknął.
- No więc... macie pozwolenie. To latajcie a ja się zajmę by nikt tu nie przyszedł. - powiedział Weasley. Rachel patrzyła na Malfoy'a pytającym spojrzeniem a on aby puścił oczko i chytrze się uśmiechnął. John poszedł do namiotu ślizgonów i po chwili wrócił z dwiema miotłami.
- Rachel będzie latała na mojej, a ty Scor daj swoją Soni. - powiedział John.
- Dobrze. - powiedział przesłodzonym tonem Scorpius.
John podszedł do Rachel i wręczył jej miotłę. Rachel uważnie ją obejrzała.
- Błyskawica. Chyba była droga nie? - rzekła Rachel.
- Taak. Jest idealna dla szukającego, musisz być szybka a ta miotła jest... chyba wiesz. - powiedział.
- Tak. - zaśmiała się Rachel i spojrzała na Scorpius'a i Sonię. Sonia łypała na Scorpius'a, który chciał jej pomóc odpowiednio dosiąść miotły, w końcu ten się poddał i pokazał ręce w akcie poddania się.
- Wsiadasz czy nie? - spytał John.
- No tak. - powiedziała Rachel trochę nie pewnie.
- Słuchaj musisz być ostrożna, ta miotła jest bardzo szybka. Sonia dosiada Nimbusa 2001 więc nie będzie miała zbyt dużego trudu. Wiesz w ogóle coś o lataniu, albo o quidditch'u? - spytał John.
- Też pytanie, jasne, że tak. Max odpowiada mi o lataniu jak nadarzy się okazja. - odparła Rachel. A gdy John rzucił pytający chytry uśmieszek to Rachel pokazała mu język i odbiła się od podłoża. Sonia już szybowała w powietrzu. Rachel odetchnęła z ulgą, chwilę tak była w jednym miejscu ale potem usłyszała krzyk John'a.
- Wypuszczamy znicza! Scor dosiądzie zmiataczki z magazynu stanie na obronie a Sonia będzie próbowała wbić kafla do jednej z pętli! Ja też polecę na zmiataczce wyżej by zobaczyć jak sobie radzi Rachel! - krzyczał. Sonia prychnęła. Po chwili ktoś podał jej kafla, a koło Rachel przeleciał złoty znicz. Rachel westchnęła i wpatrzyła się w przestrzeń. Sonia nieźle sobie radziła czasem Malfoy się wkurzał, że wbiła mu gola ale w końcu on nie jest prawdziwym obrońcą Ślizgonów. Nagle coś Rachel mocno uderzyło, syknęła z bólu i straciła na chwilę równowagę. Zawisnęła na miotle.
- Przepraszam! Tłuczki się wydostały! - zaskrzeczał John.
Rachel wciągnęła się na miotłę i poszybowała szybko za złotą piłeczką, którą zobaczyła, złapanie znicza było jeszcze bardziej trudne niż myślała. Poczuła się wolna jak ptak, zrobiła się weselsza, zauważyła, że John szybuje nad nią. Rachel zrobiła gwałtowny zakręt bo piłeczka nagle zmieniła kierunek, rękę i znicza dzieliło kilka centymetrów... i nagle TAK. Złapała go! Mimo, że nie był to mecz, ale i tak się cieszyła, ucałowała znicz i pokazała do góry. Małe skrzydełka trzepotały w jej ręce. Zleciała na dół i dotknęła stopami ziemi. Sonia i Malfoy byli zajęci i nawet nie zauważyli, że Rachel złapała znicz. Rachel usiadła na ławce obok Max'a, Alex'a, Lusi i Kate.
- I jak było? - spytał Max. - No wiesz... NA BŁYSKAWICY?
- Genialnie. - powiedziała krótko Rachel.
- Czy oni mają pojęcie, że już skończyliśmy? - spytał Alex.
- To ja polecę im przerwać zaciętą walkę. - oznajmił John.
Poleciał do Soni i Scorpius'a, przerwał im tą zaciętą walkę i przyleciał z nimi z powrotem.

---
Do każdego rozdziału będę dodawała jakiś gif czy tam obrazek z HP, nie koniecznie pasujący do rozdziału.
21:56

czwartek, 3 grudnia 2015

Rozdział 20. - Kolejne ofiary

Rano, gdy się obudzili, większość uczniów była ubrana i uszykowana. Złota trójka rozmawiała z dyrektorką. Rachel otworzyła szerzej oczy i zrozumiała, że Malfoy nie dał za wygraną i wyczarował znowu chłopakom owczarkowe uszy i ogony. Tak samo z dziewczynami, tylko, że lisie uszy i ogony. Tylko John nie był już dalmatyńczykiem i poszedł się przebrać. Sonia siedziała i rozmawiała z Alex'em, Lusi, Max'em i Kate, co chwila spoglądając z przenikliwym spojrzeniem na Malfoy'a, który śmiał się z niej za każdym razem jak otworzyła buzię.
- Kolejna lisica wstała? - zażartował John.
- A ty? Już nie jesteś psiakiem? - spytała z ironią Rachel.
- Najwidoczniej nie. - odrzekł John.
- Idę się przebrać. - powiedziała Rachel bo zauważyła, że wszyscy przyjaciele są już przebrani. Wstała i przeszła obok roześmianych Ślizgonów. ''Zabiję Malfoy'a'' - pomyślała wściekła i poszła do pokoju w którym przebierały się dziewczyny. Błyskawicznie weszła i wyszła. Dopiero teraz przypomniała sobie, że jest sobota. Odetchnęła z ulgą i poszła w stronę przyjaciół zapominając o głupim lisim ogonie i uszach. Zauważyła burzę czerwonych włosów i pobiegła w tą stronę.
- Ej! Sonia uspokój się! - powiedziała szybko Rachel rozdzielając Sonię, która zaatakowała Scorpius'a.
- To powiedz mu żeby przestał! Niech to odczaruje! Byłam u McGonagall... NAWET ONA NIE POTRAFI! - warknęła Sonia.
- Uspokój się. - powiedziała Lusi.
- Ten rudy ogon i uszy pasują do twoich włosów. - powiedział płacząc ze śmiechu Malfoy.
- Ty mały... bezczelny... - warknęła Sonia.
- Ej! Spokój! - zawołała Lusi.
Malfoy machnął różdżką i odczarował każdego z wyjątkiem Soni.
- Ej. Mnie też odczaruj. - rozkazała.
- Jak ładnie poprosisz. - uśmiechnął się słodko Malfoy.
- Sory. - powiedziała obojętnie Sonia.
- Niech ci będzie.. ale jesteś pewna...
- Malfoy!
- No dobra. - machnął różdżką i odczarował ją.
 Sonia usiadła między Alex'em i Kate, łypiąc na Malfoy'a.
- Byłem u McGonagall. - powiedział John. - Pozwoliła nam zgarnąć boisko na dzisiaj.
- Tak?! - spytała zdziwiona Lusi.
- TAK! - powiedział Malfoy.
- No wreszcie! - powiedzieli równocześnie Sonia i Alex.
- Dzięki John. - przytuliła go mocno Rachel.
- Ostatnio lubisz mnie przytulać. - powiedział z ironią John.
- Wcale nie. - warknęła Rachel i zaczęła mu bardzo mocno ściskać szyję.
- Dobra! PRZEPRASZAM! Nie duś mnie! - wołał John.
Rachel go puściła i usiadła jak najdalej od niego.
- Jak to lubi cię przytulać? - spytali Sonia i Alex równocześnie co ich trochę rozbawiło.
Rachel posłała mu mordercze spojrzenie, Scorpius chyba to zauważył i złagodził sytuację.
- Tak mu się tylko powiedziało, spokojnie. - powiedział Malfoy.
- Tak. A kiedy idziemy na boisko? - spytała Rachel zmieniając temat.
- Za godzinkę. Po śniadaniu, chyba wszyscy wstali, zaraz będą ustawiać stoły. McGonagall może nam powie o co chodziło z tą nocą. - powiedział John.
Tak jak powiedział, tak się też stało, zaczęli ustawiać stoły z powrotem. Po chwili pojawiło się na nich sporo jedzenia. Rachel, Max, Lusi, Alex i Sonia poszli do stołu Gryfonów i zaczęli zajadać się śniadaniem. Gdy już wszyscy się najedli, McGonagall zechciała coś ogłosić.
- Wybaczcie za nie poinformowanie was o tej nagłej nocy w Wielkiej Sali. Otóż, panna Granger, pan Potter i pan Weasley wpadli na to kto stoi za atakami, lecz nagle otrzymaliśmy wiadomość, że ktoś włamał się do zamku. Nie znaleziono nikogo,lecz,  rano przed śniadaniem znaleziono... kolejne dwie ofiary... - powiedziała ze smutkiem McGonagall. - Z Gryffindoru...
Gryfoni zaczęli nerwowo patrzeć po sobie kogo brakuje.
- Dziewczynka i jej starszy brat... Dziewczynka przeżyła tylko dzięki temu, że brat ją ochronił. Od dziś wszystko będzie się odgrywało pod czujnym okiem nauczycieli, nie będzie wolno wychodzić z Pokojów Wspólnych, chyba, że tylko na lekcje. Nauczyciele będą odprowadzać uczniów na każdą lekcję i z każdej lekcji. Proszę zachować ostrożność, dla bezpieczeństwa, zorganizujemy specjalny klub pojedynków tu w Wielkiej Sali co wieczór o szóstej, tak jak kiedyś, na pomysł ten wpadli nasi przyjaciele panna Granger, pan Weasley i pan Potter. Opiekunowie domów będą wyprowadzać tu uczniów. Dziękuję... Oraz... Dziś o ósmej odbędzie się pożegnanie zamordowanych dzieci.
McGonagall skończyła, Hagrid płakał w chusteczkę wielkości obrusa, wszyscy siedzieli cicho ze smutnymi twarzami. Nagle coś przeleciało przez głowę Rachel.
- Sonia...
- Tak? - spytała smutno.
- Czy ty nie widziałaś przypadkiem w tym śnie jakiejś dziewczynki i kolesia? - spytała Rachel
- T-tak. - rzekła nieco zdziwiona Sonia.
- Pamiętasz jak wyglądali? - spytała Rachel a wszyscy z przyjaciół przyglądali się jej.
- Dziewczynka była o ciemnej cerze i włosach, chłopak tak samo, ale był wyższy, o wiele. - powiedziała.
- Dobra. Pójdę z tobą do McGonagall, dobrze? - zaproponował Alex.
Sonia patrzyła na wszystkich nie pewnie i po chwili się zgodziła. Wstali i poszli do McGonagall. Lusi, Kate, Max i Rachel siedzieli przy stole patrząc na reakcję dyrektorki. Zamknęła rękoma szeroko otwarte usta i zawołała złotą trójkę. Oni patrzyli i słuchali z niedowierzaniem i zdziwieniem. Potem Potter, Granger i Weasley zabrali Sonię i Alex'a gdzieś poza Wielką Salę. McGonagall podeszła do stołu Ślizgonów i powiedziała coś na ucho John'owi. Rachel nagle zrozumiała. McGonagall nas nie puści na boisko jeśli ktoś chce nas zamordować. John wyglądał jakby stawiał argumenty. Malfoy też przyłączył się do rozmowy. McGonagall odeszła a John pokazał Rachel nie pewnie uniesiony kciuk w górze. Po śniadaniu gdy Sonia i Alex jeszcze nie wrócili podeszli do nas Malfoy i starszy Davis i opowiedzieli co zaszło.
- Chcą by na treningu był jakiś nauczyciel... - powiedział John.
- No to kiepsko nie? - powiedziała Lusi.
- Nie. - uśmiechnął się zadziornie Malfoy.
- Jak to? - spytał Max.
- Zabierzemy Slughorn'a, on zwykle jest uległy jeśli chodzi o takie nikłe sprawy. - wyjaśnił John.
- To świetnie. - powiedział Max. - Alex i Lusi pójdą z nami tak?
- Tak. - powiedział przez zaciśnięte zęby Malfoy.
---
Krótki rozdział...
22:02

Rozdział 19. - Sen

Rachel obudziła się w środku nocy i natychmiast chciała wybuchnąć śmiechem. Patrzyła na Alex'a i Max'a którym wyrastały z głowy uszy owczarka niemieckiego a z tyłu wyrastały ogony. Nadal smacznie spali. Rachel spojrzała na lewo, Scorpius spał bardzo głęboko. ''I on miał czuwać całą noc...a przy okazji już wiem kto stoi za tymi uszami'' - pomyślała Rachel i zabrała mu różdżkę z ręki. Pokręciła ją w ręce, różdżka była lekko oświetlona przez parę dyń stojących niedaleko.
- Wykręciłabym ci jakiś numer ale nie mam pojęcia jaki. - powiedziała ledwie słyszalnie Rachel.
- To powodzenia życzę. - powiedział równie cicho Scorpius i zabrał jej różdżkę otwierając lekko oczy.
- Malfoy. Prawie zeszłam na zawał. - warknęła cicho Rachel. Ten tylko uśmiechnął się ironicznie i zamknął oczy z powrotem. Rachel spoglądała na resztę przyjaciół sprawdzając czy komuś jeszcze wyrosły uszy psa. Jednak nikt... Gdy nagle... Podrapała się po głowie i poczuła, że coś wyrasta jej z niej. Sprawdziła też czy nie ma ogona, spojrzała a tam ukazał się jej ogon lisa. Zaczęła przeklinać w myślach Malfoy'a. A ten nagle się odezwał:
- Zawsze przypominałaś mi lisicę, z resztą nie tylko ty, spójrz na Sonię, Kate i Lusi. - machnął różdżką i nagle na ich głowach wyrosły uszy lisa, Malfoy przesadził trochę z zaklęciem i nagle Lusi zmieniła się w lisa. Rachel spojrzała na to przerażona i jednocześnie rozbawiona. Malfoy wykrztusił tylko małe ''Oops!'' i naprawił swój błąd. Sonia nagle się obudziła, była poddenerwowana. Wyglądała jakby coś ją opętało.
- Witam na wieczornej rozmowie. - zażartował Malfoy.
- Rachel... Czy... ktoś tu mówił... o tym co się stało... czemu tu...
- Co? - spytała zdziwiona Rachel.
- No bo coś mi się przyśniło. - powiedziała Sonia.
- Co? - spytał Malfoy.
- Widziałam dziewczynkę, w łazience... jakiegoś... kolesia. I zielone światło... Tak jak wtedy... ten błysk. - powiedziała Sonia.
- CO?! - wydarł się Malfoy.
- Przymknij się. - warknęła Rachel gdy większość osób zaczęła się budzić.
- Spokój! - powiedział nagle zimny głos McGonagall. - NA MERLINA! CO WY ZROBILIŚCIE?
McGonagall patrzyła na Sonię, Lusi, Rachel, Alex'a i Max'a z uszami lisów i owczarków. Malfoy szybko schował różdżkę i udawał, że się dopiero obudził. Sonia i Lusi które się obudziły przez wrzask Malfoy'a spojrzały na siebie mega zdziwione. Alex i Max rzucili mordercze spojrzenie na Malfoy'a i John'a.
- Mnie w to nie mieszaj, ja cały czas spałem. - powiedział sennym głosem John.
Rachel zaśmiała się, bo nie mogła wytrzymać, w jej ślad poszła Sonia, Lusi, Kate i Scorpius. John miał na sobie uszy dalmatyńczyka, miał też kilka łatek na twarzy. McGonagall machnęła różdżką i wściekła wróciła na swoje miejsce. Wszyscy wyglądali już normalnie.
---
Mini rozdział.
19:57

środa, 2 grudnia 2015

Rozdział 18. - Noc Duchów

Udali się w ciszy do dormitorium. Kilka tygodni minęło i wreszcie wydarzyło się coś interesującego. Krążyły pogłoski, że trójka starych przyjaciół (Harry, Ron, Hermiona), zwanych złotym trio, rozwikłali kto mógł stać za atakiem na chłopaka. Dzisiejszego wieczoru była Noc Duchów, wiele srebrzystych postaci kręciło się po zamku, czyli tak jak zwykle, ale dziś wydawało się, że na prawdę sporo duchów pojawiło się w zamku. Uczniowie mieli udać się do Wielkiej Sali na ucztę. Lecz wielka piątka siedziała w Pokoju Wspólnym leniwie odrabiając pracę z obrony przed czarną magią. Nawet Rachel i Sonia, które uwielbiały obronę przed czarną magią, siedziały na podłodze opierając się o kanapę na której siedziała reszta przyjaciół. Rachel była półprzytomna, powoli zasypiała. Nagle poczuła zimno spływające jej po twarzy, otworzyła nagle oczy i otrzepała się.
- Co ci odwaliło? - spytała Rachel.
- To na przebudzenie, zaraz mamy iść do Wielkiej Sali na ucztę a ty wyglądasz jakbyś leżała w trumnie przez kilkanaście lat. - powiedział Alex odkładając butelkę z wodą na stolik.
Rachel rzuciła mu gniewne spojrzenie i z powrotem położyła głowę na rękach. Sonia jeszcze spała w takiej samej pozycji jak wcześniej Rachel. Rachel spojrzała znacząco na Alex'a i na Sonię, jakby pytając czemu jej tego nie zrobił. A on tylko wzruszył ramionami i szturchnął Sonię.
- Świetnie, mnie mogłeś też tak obudzić. - powiedziała Rachel.
- Ciebie się nie dało. - odgryzł się gdy Sonia zaczynała się budzić.
Lusi zaś oglądała tę scenę z fotela, który stał obok.
- Gdzie Max? - spytała po chwili Rachel.
- Poszedł już na wielką salę. - powiedziała obojętnie Lusi.
Wszyscy wstali, dziewczyny udały się do dormitorium zostawiając Alex'a samego. W dormitorium wszystkie się uczesały, ponieważ wyglądały jakby na głowie miały gniazda. Rachel założyła szkolną szatę i wyszła pierwsza z dormitorium, po chwili jednak wyszły Sonia i Lusi. Alex siedział na fotelu czekając na dziewczyny.
- No dobra, czy już wreszcie możemy iść? - spytał Alex.
- Tak. - powiedziała Sonia wystawiając mu język.
Wszyscy udali się szybko do pięknie przystrojonej Wielkiej Sali. Dookoła stały dynie z różnymi minami. Latających świeczek więcej przybyło, było dużo pajęczyn i pająków. Gdzieniegdzie były także nietoperze. Rachel spojrzała do góry, na sufit, który pokazuje pogodę, by sprawdzić jak jest. Było mgliście co dodawało atmosfery. Sonia patrzyła dookoła z otwartą szeroko buzią.
- Ale to piękne. - powiedziała szybko Lusi.
Nawet Alex nie krył zaskoczenia. Rachel spojrzała na wszystkie stoły; Ślizgonów Krukonów, Gryfonów i Puchonów. Wszystkie miejsca były prawie zajęte. Po chwili ujrzała Max'a siedzącego i czekającego na nas przy stole Gryfonów.
- Jesteście! - powiedział.
Czwórka przyjaciół usiadła przy stole.
- Rachel! Mam mega nowiny. Wiesz, że Albus, ten Potter o rok starszy od nas w przyszłym roku będzie chciał się starać o pozycję szukającego? - powiedział nieco wkurzony Max.
- To syn Harry'ego Pottera? - spytała Sonia włączając się do rozmowy.
- Taak. - powiedział Max.
- To.. fajnie? Że będzie się starać? - spytała Lusi.
- Nie! Okropnie! - powiedział zły Max.
- Myślałam, że chcesz być ścigającym... - powiedziała nieco zdziwiona Rachel.
- A ja myślałem, że ty będziesz chciała zostać szukającym... - powiedział Max. - Musimy cię raz sprawdzić, w następną lekcję latania może co? A ty Sonia byłabyś idealna do ścigającego. Będziemy sobie latać gdy nasza nauczycielka będzie musiała zaprowadzić do skrzydła szpitalnego jednego rannego...
- Co? - spytała Rachel. - Jakiego rannego?
Max spojrzał na Alex'a. A on wytrzeszczył na niego oczy.
- Chyba śnisz. - powiedział Alex.
- No weź... Proszę! - powiedział błagalnie Max.
- A czemu nie Lusi? - spytał zirytowany Alex.
- No prosimy! - powiedzieli jednocześnie Sonia i Max.
- Eh... I tak nie mam wyjścia co? - spytał Alex.
- Nie. - powiedziała uśmiechając się złośliwie Sonia.
- No dobra. - powiedział z rezygnacją Alex.
Rachel i Sonia przytuliły do siebie Alex'a dziękując mu za to.
- Czekajcie. - przerwała im Lusi. - Pod nieobecność nauczycielki nie wolno latać.
- No i...? - powiedział Max patrząc na podłogę jak niewinny.
- Gdzie się podział ten Max co siedział i zakuwał bez przerwy. - powiedział Alex.
- Jeszcze jest taki Max, ale dla quidditcha wszystko. - powiedział pewny siebie Max.
- No nieźle. Ale możecie za to oberwać. - powiedziała Lusi.
- Słusznie, ale nie chcę by Potter zajął miejsce szukającego w następnym roku. - usłyszeli za sobą głos, zimny głos. Rachel odwróciła głowę i zobaczyła Scorpius'a Malfoy'a, przyjaciela John'a.
- Daruj sobie. - powiedziała Lusi. - Ciekawe kto u was jest szukającym.
- U nas? U nas szukającym jest nie kto inny jak John Davis. Ja otóż to jestem ścigającym. - uśmiechnął się drwiąco.
- Ślizgoni zwykle nie rozmawiają z Gryfonami, a czemu akurat ty to robisz? - spytał z ironią Alex. - Chcesz na nas nakapować McGonagall?
- Polubiłem waszą piątkę, więc nie zepsuj tego. John też jest bardzo, jakby to ująć... zainteresowany wami. - powiedział Scorpius i podszedł bliżej. Inni Gryfoni patrzyli na niego jak na wielkiego pająka.
- Chcę was zobaczyć w akcji. Quidditch to nie gra dla malutkich dziewczynek. - powiedział Scorpius tak blisko ucha Soni i Rachel, że poczuły jego ciepły oddech. Po chwili odszedł.
- Ślizgoni coraz częściej rozmawiają z Gryfonami. - powiedział Chris, który słuchał od początku rozmowy. - Stary Davis gada coraz częściej z Rachel i Sonią, a teraz Malfoy.
- Yyy... Z nami? - spytała Sonia. - Mnie w to nie mieszaj Rachel jest za tym by pogodzić obydwa domy, i to ONA z nim rozmawia!
- Ucisz się. - powiedział Alex.
- No dobra. - powiedziała Sonia.
Lusi spojrzała na Rachel i przewróciła oczyma. Sonia gdy Alex ją o coś poprosił była..uległa. A to nie było normalne, zwłaszcza jeśli chodzi o Sonię.
- Cześć Collins i Grimmie. - usłyszały kolejny ślizgoński głos za plecami. Rachel przewróciła oczyma i wypuściła powietrze z ust. Odwróciła się nagle i ujrzała John'a Davisa.
- Znowu... Ślizgoni... - powiedział przez zaciśnięte zęby Alex.
- Też się cieszę, że cię widzę Thomson. - warknął John.
- Ej, bez takich mi tu. - powiedziała Sonia.
- Spokojnie. - uśmiechnął się do niej. - Chcę pogadać z Collins na osobności.
- A jest to coś ważnego? - spytała znudzona Rachel.
- Bardzo. A teraz chodź. - powiedział John, chwycił Rachel za ramię i pociągnął w stronę wyjścia, za nim poszedł Scorpius. Rachel pomachała swoim przyjaciołom i poszła za nim wkurzona.
- Czego znowu chcesz? - spytała zdenerwowana Rachel.
- Powiedziałem mu o waszych planach. - powiedział Scorpius.
- No i? Co wam do tego...
- Ej, to nie jest dobry pomysł. Ale... posłuchaj, chcemy cię sprawdzić, na boisku od quidditcha. Jak grasz i w ogóle... - powiedział John. - Skoro tak ci zależy, skoro tak zależy twojemu chłopakowi...
- Max to nie mój chłopak. - warknęła Rachel.
- Dobra, dobra. Do rzeczy. Wymusimy od nauczycieli boisko do ''treningu'' quidditch'a na sobotę. Zabronimy przychodzić. Ty, Jackson i Grimmie pójdziecie z nami i tam sobie polatacie...
- Niezłe. - powiedziała lekko przekonana Rachel. - Ale... czemu mi pomagacie?
- No... I tak musiałem ci się jakoś odwdzięczyć za ten nos... A Scorpius... - urwał John bo dostał od Malfoy'a w twarz. - Ała. Za co? - spytał.
- Nie ważne. - warknął.
Rachel przytuliła na szybko obydwóch na znak, że bardzo ucieszyła się z tego, że chcą jej pomóc. ''Chyba na prawdę będę się starała pogodzić obydwa domy.'' - pomyślała Rachel i weszła z powrotem do Wielkiej Sali. Na stołach już były stosy jedzenia, przeróżne słodycze, od czekoladowych żab do piegusków i kokosowych kości.
- Co od ciebie chcieli? - spytała Lusi.
Rachel opowiedziała im wszystko co tam zaszło, pomijając wątek z chłopakiem i przytulasem.
- Świetnie. - powiedziała Sonia zjadając czekoladową żabę.
- Czyli nie będę musiał być rannym? - spytał Alex, a gdy odpowiedzieli, że nie musi, to odetchnął z ulgą. Rachel przegryzała pieguska gdy nagle do Wielkiej Sali wpadł Ron Weasley, Hermiona Granger i Harry Potter. Biegli szybko przez salę, Potter coś powiedział cicho McGonagall a ta krzyknęła:
- WSZYSCY NIE MAJĄ RUSZAĆ SIĘ Z WIELKIEJ SALI. DZIŚ SPĘDZICIE NOC TUTAJ! - krzyknęła i wybiegła za złotą trójką. Kilka nauczycieli pobiegło za nimi. Tylko Flitwick został razem z Neville'm Longbottom'em - nauczycielem zielarstwa.Wielką Salę przeszły głośne pomruki i krzyki.
 - SPOKÓJ! - krzyknął Longbottom. - Robimy to co kazała pani McGonagall! My z panem Flitwick'iem usuniemy stoły jak tylko się najecie.
Flitwick machnął różdżką i nie wiadomo z kąd pojawiło się killkadziesiąt śpiworów i piżamy. Rachel, Lusi, Sonia i Max siedzieli cicho, Alex wpychał do torby, którą zabrał, jak najwięcej słodyczy na noc. Gdy wszyscy się najedli lub tak jak Alex pochowali jedzenie do toreb, Flitwick usunął stoły i nagle zrobiło się przeraźliwie pusto. Flitwick rozkazał dziewczynom przebrać się w pokoju do którego wejście znajdowało się w Wielkiej Sali. Gdy one się przebrały chłopcy również przebrali się w piżamy, ale w Wielkiej Sali. Każdy brał po śpiworze i szukał jak najlepszego miejsca. Rachel, Lusi, Sonia, Max i Alex nie mogli znaleźć miejsca, w końcu musieli iść na stronę Ślizgonów. Cała piątka nie chętnie się na to zgodziła. Nie tylko oni musieli tam iść. Jeszcze jedna Gryfonka się z nimi zabrała, przedstawiła się jako Kate Cullen. Znaleźli miejsce w rogu, rozłożyli się i położyli. Zajadali się jeszcze pieguskami i czekoladowymi żabami z torby Alex'a. Na ich nieszczęście obok rozsiadła się dwójka Ślizgonów.
- Och, prześladujecie nas? - spytała z ironią Sonia.
- Kim oni są? - spytała Kate.
- John Davis i Scorpius Malfoy. - powiedziała Rachel nie odwracając wzroku od podłogi. John wepchnął się między Sonię a Rachel, a Scorpius między Kate a Rachel.
- Mogę pieguska? - spytał Malfoy.
- Nie. - powiedział Alex.
Rachel zabrała z torby trzy pieguski i podarowała je Malfoy'owi.
- Dzięki Collins. - powiedział i zaczął się obżerać pieguskami. John nawet się nie odezwał przez większość czasu i zasnął najwcześniej. Malfoy jednak czuwał, i chyba czuwał najdłużej. W końcu Kate zasnęła na ramieniu Alex'a, co nie specjalnie się spodobało Soni więc zgniotła pieguska. Lusi zasnęła zaś na Max'ie który opierał się o Alex'a. Alex zawalony przyjaciółmi zasnął. Najdłużej czuwali Sonia, Rachel i Scorpius.
- Nie zaśniecie? - spytał cicho z ironicznym uśmieszkiem Scorpius.
- Nie ufam Ślizgonom. A mnie otoczyliście... więc raczej poczekam aż ty zaśniesz. - powiedziała cicho Rachel.
- Nie chcę się obudzić jutro z szczurzym ogonem... - powiedziała cicho Sonia.
- Macie wyobraźnię idealną, ale ja będę czuwać całą noc potajemnie, może będą o czymś gadać, a jak coś to cię szturchnę Rachel. Najbardziej ufam tobie, Soni i John'owi, do reszty nie jestem przekonany. - mówił cicho Malfoy.
- Jak chcesz. - ziewnęła Sonia i położyła się, a w jej ślad poszła Rachel.
Po chwili spały jak zabite.

---
 Dobranox.
 22:30